Na oparach w Sulechowie

Autor: Michał Cierzniak

Zakończyliśmy pierwszy, historyczny sezon naszej drużyny na trawiastym boisku. Zanim przejdziemy do generalnego podsumowania i szerszych konkluzji – jesteśmy Wam winni relację z ostatniego spotkania w kampanii 2018/2019 krakowskiej „B” klasy (gr. III).

Nawet najlepsi uczniowie opuszczają lekcje w ostatnie dni roku szkolnego. Inni zaś zjawiają się w szkole tylko po to, aby w zupełnym rozprężeniu spędzić chwilę w szkolnych murach.

Ta reguła nie powinna jednak dotyczyć drużyny piłkarskiej. Wszak każdy kto grał kiedykolwiek, gra lub grać będzie w piłkę – robi to z przyjemności i własnej nieprzymuszonej woli. A jednak. Jeśli coś wydaje się głupie lub nie poprawne, wtedy Fairant prosi o potrzymanie piwa.

Tym krótkim ale dającym do myślenia akapitem zakończmy prolog i przejdźmy do wydarzeń boiskowych.

W liczbie 12 (czynnych!) zawodników stawiliśmy się w Sulechowie, by stawić czoła miejscowemu Zawiszy oraz pladze komarów. Jeszcze na starcie rundy, trener w wywiadzie udzielonym na łamach #CzasNaFairant, zapewniał o nadzwyczajnym podejściu do gry ze strony zawodników. O trudzie, który przynosi mu wyselekcjonowanie meczowej 18stki i pierwszego składu. Tym razem nie miał absolutnie problemu z wyborem pierwszego składu…

Do znudzenia można byłoby powtarzać tej rundy, że gramy dobrze, a jednak przegrywamy. Więc tego nie powtarzajmy.

Stwarzamy sobie w pierwszej połowie 4 dogodne sytuacje:

Strzał Bąby odbiła ponad bramkę bramkarz rywali. Wkrótce potem po dośrodkowaniu z rzutu rożnego piłkę głową uderza Miszczyk, ale na drodze do bramki staje słupek

Nie zabrakło też akcji „Białego Lukaku”. Karol Piwoński staje oko w oko z bramkarzem, próbuje go „mijać”, lecz ten w ofiarny sposób wygarnia piłkę spod nóg KP9. „Najlepszy napastnik Polski” w kolejnej akcji drybluje rywala na prawym skrzydłem, schodzi z piłką do środka i finalizuje akcje strzałem, który leci jednak prosto w bramkarza.

Pod koniec pierwszej połowy rywal wyprowadza jedną z nielicznych akcji. Napastnik wypuszczony na wolne pole wychodzi sam na sam z naszym bramkarzem. Wypuszcza sobie piłkę i dochodzi do starcia z naszym „Jurasem”. Nie byłoby w tej sytuacji żadnej kontrowersji, gdyby nie fakt, że rywal sam wykorzystał impet naszego bramkarza i zwyczajnie „nadział się” na niego. Rzut karny z kategorii „do interpretacji”. Widzieliśmy już takie przewinienia, widzieliśmy też takie same udaremnione.

Nasze rozczarowanie spotęgował fakt, że karny został wykonany skutecznie, a co więcej nieomal udało się go wybronić samemu Jurkowi.

Po przerwie niestety mimo szczerych chęci, chcąc atakować rywala jeszcze wyższym pressingiem, sami nadziewamy się na kontrataki. Jeden z nich przynosi w 10 minucie drugiej połowy brzemienny skutek, ponieważ Zawisza podwyższa prowadzenia. Długą piłką w naszą, prawą strefę przenosi ciężar gry. Tam szybki zawodnik rywala wpada w nasze pole karne i posyła piłkę w długi róg bramki, nie dając szansy na interwencję Jurkowi.

Przez kolejne dwadzieścia minut stwarzamy sobie pojedyncze sytuacje. W większości z nich brakuje jednak strzałów, które sprawdzą sprawność bramkarza Zawiszy. Między czasie jesteśmy też kontrowani przez rywala, ale udaje się uniknąć utraty kolejnej bramki.

W końcu, na 15 minut przed końcem, lewą stroną boiska akcję przeprowadza ponownie Piotrek Bąba. Piłka dociera do Karola Piwońskiego, ponieważ obrońcy Zawiszy rozstąpili się jak Morze Egejskie. Ten nie pudłuje i zdobywa gola kontaktowego.

To zmienia obraz meczu na ostatnieej minuty, ponieważ SF Fairant zaczyna wyraźnie naciskać rywala. Kolejne strzały oddają Bąba i Pietrzak, jednak za każdym razem brakuje szczęścia piłce na drodze do bramki. Do ostatniej sekundy naciskamy rywala, niestety gol Piwońskiego okazuje się być ostatnim zdobytym golem w tej kampanii.

Czas na twardy reset. Nie chodzi tu bynajmniej o drastyczne kroki w postaci wymiany, wietrzenia kadry zespołu. Wręcz przeciwnie. Odnoszę wrażenie, że po tym pierwszym sezonie właśnie ta kadra i ukształtowane w niej relacje kumpelskie są największą zdobyczą tego sezonu.

Twardy reset może mieć postać przedefiniowania naszych celów sportowych i oceny własnych umiejętności przed następnym sezonem. Może trzeba pochylić się nad zmianą pozycji dla kilku zawodników. Być może należy popracować nad innym ustawieniem. To tylko przykłady, ale na pewno do nowego sezonu warto podejść z głową przewietrzoną od skazy pt. „runda wiosenna”. Ta fatalna runda mogła się zdarzyć, ale właśnie z niej trzeba wziąć istotne lekcje. Zawsze COŚ służy CZEMUŚ.

Zapraszamy do obejrzenia galerii oraz kulisów z meczu.