Fairant on tour: Modlnica

CHRZCINY NIE PRZESZKODZIŁY RYWALOM

(Cykl humorystycznych wpisów Szymona Nawrockiego relacjonującego kibicowskie wyjazdy Fairanta w Klasie B)

Po ostatnim, zakończonym skandalem, meczu naszej drużyny pora na kolejny arcyważny pojedynek. Jak zwykle w przypadku wyjazdowych meczów Fairancika, postanowiliśmy zorganizować wspólny wyjazd.

Tym razem miejscem zbiórki jest każdy przystanek autobusowy linii 114 – pierwszego kursu po godzinie 9-tej. Już w okolicach przystanku “Skośna” widać, że kibicowsko będzie grubo – mamy 20 osób + kierowca. Przystanek “Lubstron” – wsiada kolejna osoba, “Torfowa” – gość w kurtce moro, czyli najpewniej wynajęty przez zarząd członek bojówki, który na meczu przypilnuje pracy arbitra. Alternatywnie, jest to tajniak – wszak o naszych wyjazdach jest już głośno w całej gminie. Przystanek “Zachodnia” – wsiadają kolejne 3 osoby, “Rostworowskiego” – 4, “Grota Roweckiego – 3.

W ten sposób w autobusie mamy już 32 osoby. Około 9:32 na przystanku “Czarnowiejska” zostaje zauważony kapitan naszego zespołu. Pewnie po ostatnich upokarzających porażkach boi się wsiąść do autobusu, albo po prostu nie wie o zorganizowanym transporcie. Obstawiamy strach, gdyż wyniki mówią same za siebie.
“Stawowa” – jeden nasz Dzik wysiada by w rosmanie w Galerii Bronowice kupić race, alternatywnie gaz bojowy o zapachu kokosowym. Reszta jedzie dalej. Parę minut później koło przystanku przejeżdża radiola ze smutnymi panami, którzy musieli dostać cynk o naszych w okolicy. Nie dochodzi jednak do konfrontacji.

Parę minut po dziesiątej, jesteśmy już wszyscy na miejscu. Widzimy, że tym razem, po ostatnim zakończonym skandalem meczu domowym, dojechał komplet sędziów. Nie mniej, widząc dmuchany zamek, ustawiony nieopodal boiska, wiemy, że nie będzie to łatwe spotkanie.. Na naszej trybunie melduje się kierownik drużyny, który uzupełnia śniadaniowe elektrolity i zjada kanapkę. Gdy wraca na ławkę, tracimy bramkę – jak zwykle w pierwszych minutach.

Miejscowych kibiców na trybunach jest 7-miu, ale jak się później okazuje, jest to spowodowane chrzcinami małego Wojtusia w pobliskim kościele. Tak czy siak, warto docenić, że pomimo tak ważnej uroczystości, ktokolwiek pojawił się na stadionie.

Gospodarze docenili obecność sędziów liniowych – w 45 minucie, zawodnik z numerem 6, powtarzając za lokalnymi kibicami, podważył zdolność widzenia arbitra, używając słów “ślepy chuju ty”. Nie popieramy tego typu agresji słownej, bo na ogół jesteśmy nastawieni pokojowo, ale wiemy, że różnie bywa. Pierwsza połowa kończy się niesłusznym rożnym. Do szatni schodzimy przy stanie 0:1.

W okolicach 60-tej minuty po mszy, przybywa na trybunie miejscowych kibiców. Nie mniej, finalnie na trybunie jest dwukrotnie więcej osób od nas. Na uwagę jednak zasługuje fakt, że średnia wieku lokalsów, uwzględniając chrzczonego chwilę wcześniej Wojtusia, jest proporcjonalna do długości ich wąsów i wynosi około 53 lata..

W czasie drugiej połowy na boisku dochodzi do pojedynku Dawida z Goliatem. Wspomniany Goliat, to nie kto inny jak zawodnik numer 6, który to wcześniej analizował zdolność widzenia arbitrów. Dawid w tym przypadku to nie kto inny jak nasz kapitan, który bał się wsiąść z nami do autobusu. Różnica między panami to jakoś 30cm, czyli tak na oko jeden sędzia z problemem widzenia [patrz epitety powyżej].Wynik w drugiej połowie już się nie zmienia i ponownie schodzimy z boiska ze spuszczonymi głowami.

Wyjazd kończy się około 14.16. Wcześniej jednak do zorganizowanego transportu linią 114, dosiada się prezydent Wałęsa. To musi być dobry znak na kolejny mecz ligowy.

Drużyno! Pora na przełamanie!