Fairant on tour: Albertus

FREKWENCJA NICZYM LICZBA GOLI

(Cykl humorystycznych wpisów Szymona Nawrockiego relacjonującego kibicowskie wyjazdy Fairanta w Klasie B)

Po ostatnich hańbiących nasze barwy wynikach i serii meczów bez zwycięstwa, my kibice, w spotkaniu z Albertusem zdecydowaliśmy się na nieświadomy protest. Jeden z decyzyjnych uruchamiał piec w domku letniskowym, sprawdzając przy okazji teorię wielkiego wybuchu, inni na zielonej Ukrainie celebrowali ostatnie chwile wolności drugiego z naszych decyzyjnych, jeszcze inny się oświadczał, kolejny był na weselu, a jeszcze inni uczestniczył w wielkichderbachkrakowa.mp3.

Generalizując, to kobiety sprawiły, że na stadionie Albertusa pojawiło się jedynie paru – nielicznych, ale fanatycznych. Ten, dzięki któremu czytacie poniższy tekst, na stadionie pojawił się o 15:58 i siedział tu -> (zdjęcie w załączniku).

Ciekawostką z cyklu #jedźbespieczniej jest fakt, że żeby zaparkować samochód, to wjeżdża się prawie na boisko. Spowodowane jest to trwającym na Tomeckiego remontem, przez co miejsc parkingowych na ulicy brak.

Od pierwszych minut na boisku było gorąco, z kolei z trybun wiało chłodem – ale tak jak pisałem powyżej – takie okoliczności. Panowie z Albertusa, jak przystało na klasycznych przedstawicieli Serie B nie cofali nogi. Wręcz dokładali trzecią, czwartą… ósmą. W piekle jest dla takich przygotowany specjalny kocioł z adnotacją “Boiskowi bandyci” -pisane z wielkiej litery, bo szacunek dla rywali.

Z przebiegu samego meczu – zdecydowanie wskazanie na Fairancik, jednak nasi zawodnicy razili nieskutecznością. Sam Dogu mógł walnąć parę bramek. Nie mniej, zwycięzców się nie ocenia, a ono zostało wydarte w 90 minucie. Strzelcem okazał się, nasz klubowy Ataturk – Dogu. Oprócz strzelca bramki, według mojego informatora zdecydowanie wyróżniał się Maciek Pacholec (“co on się nawkurwiał i nakurwował na sędziów”), poza tym nasz prawy obrońca, numer “bodajże 5” – man of the match. Zero błędów w obronie, wysoka gra i solidny punkt zespołu.

Na koniec jeszcze jedna obserwacja:

“bramkarz był mega, bo cały czas głośno i donośnie krzyczał MOOJAAA, nawet jak był sam na przedpolu. 🙂 “

Za tydzień gramy u siebie. Może my też coś wspólnie pokrzyczymy?