Kolejny raz trzy-czte-ry

Porażka w Łazach

Autor: Michał Cierniak

Po pierwszym trudnym, następne już wchodzą. To słowa jednego z lokalnych kibiców Płomienia Jerzmanowice. Wbrew pozorom to zdanie nie odnosi się do naszej drużyny, choć można byłoby tymi słowy opisać uczucia towarzyszące kolejnym traconym bramkom.

Ów kibic wypowiedział te słowa jeszcze przed pierwszym gwizdkiem, kiedy otwierał trzecie piwo, wyraźnie odczuwając skutki zakrapianej soboty. Nikt nie przypuszczał, że po kilku minutach kibice Fairantu będą się z tymi słowami w pełni utożsamiać.

Rywal od pierwszych minut postanowił podejść pressingiem, co zmuszało nas do gry w defensywie. Niespodziewanie to jednak my zostaliśmy obdarowani pierwszą klarowną sytuacją. Karol Piwoński oddał jednak strzał niecelny i dla gospodarzy skończyło się na strachu. Wkrótce potem rywal wraca do fazy ataku. Jedną z akcji nasi obrońcy wybijają spod własnej bramki, przegrywamy kluczowy pojedynek główkowy w środku pola. U zmierzchu tej akcji pozwalamy aby zawodnik rywala swobodnie operował piłką na skraju naszego pola karnego. Prostopadłym podaniem otwiera sytuacje koledze z zespołu, a ten strzałem po długim słupku pokonuje Jurka Wszołka.

W tym momencie zamiast wzmożonej mobilizacji i chęci wyrównania, nasi zawodnicy co raz bardziej nerwowo operują piłką. Mnożą się błędy w kryciu, a jeden z nich w naszej pół-lewej strefie obronnej stwarza okazję do strzału przeciwnikowi. Ten oddaje, jak zwykło się mówić, strzał życia. Mimo rozpaczliwej interwencji Jurka piłka i tak wpada do siatki. Po „drugiej kawie” wreszcie zaskoczyliśmy. Sytuację w polu karnym przeciwnika wykorzystuje Nawrocki i celnym strzałem z lewej nogi daje nam kontaktową bramkę.

Zamiast iść za ciosem – sami strzelamy sobie bramkę. Nieatakowani przez rywala, zamiast rozegrać piłkę w obronie posyłamy długie podanie. Rywal wygrywa „przebitkę” posyłają piłkę za naszą linię obrony. Błąd w komunikacji pomiędzy obrońcą i bramkarzem powoduje, że rywal staje przed pustą bramką i nie marnuje sytuacji. Do przerwy powinniśmy gonić wynik, a tymczasem układamy go rywalowi.

Druga połowa to już nieco bardziej ofensywne nastawienie drużyny. To jednak niesie za sobą ryzyko narażenia się na kontrataki. Podziurawioną obronę próbował latać Gucio, lecz w pojedynkę nie był w stanie nadrobić wszystkich luk i braków w asekuracji. Jedną z takich sytuacji wykorzystuje rywal, który właściwie wychodzi w przewadze w okolice naszego pola karnego. Podanie do napastnika, ten uderza pod ręką bezradnego Jurka. Piłka zmierza do bramki, słychać już wiwaty kibiców. Tymczasem piłka staje na mieliźnie tuż przed bramką. Szczęśliwie przytomność umysłu Gucia ratuje nad przed kolejną utratą. Co się odwlecze to.. no właśnie. Kolejna akcja przeprowadzona przez rywala okazała się skuteczna. Przegrywaliśmy już 4-1.

Rozpaczliwe ataki Fairantu przynosi okazje do zdobycia bramek. Szwankowała skuteczność i technika strzału. Co ciekawe, stworzyliśmy sobie okazje bramkowe po stałych fragmentach gry. Po jednym z nich przed kolejną sytuacją stanął Nawrocki i umieścił piłkę w siatce.

Kilka chwil później stwarzamy sobie kolejne okazje. Jedną z nich marnuje świeżo wprowadzony Wojti Miszczyk. Kolejną po kontrataku otrzymuje Batko, wpada w pole karne, ale zanim decyduje się na oddanie strzału – rywal skutecznie go atakuje. Nasz zawodnik otrzymuje żółtą kartkę za próbę wymuszenia rzutu karnego. Sytuacja z gatunku: słuszna decyzja sędziego, choć każdy z nas widział już dziesiątki rzutów karnych podyktowanych w takich sytuacjach.

W 89 minucie meczu składną akcję na prawym skrzydle dośrodkowaniem kończy Lech. W polu karnym najwyższym sprytem wykazuje się wspomniany Wojti i znów łapiemy kontakt z rywalem.

Brakuje już czasu na dalszy pościg. Sędzia kończy mecz i odnosimy drugą, wiosenną porażkę. Jesienią po dwóch spotkaniach z tymi samymi rywalami cieszyliśmy się z kompletu punktów. Aktualnie przyszło nam, kibicom czuć gorycz rozczarowania. Świetną okazję do odmiany nastrojów mają nasi zawodnicy w kolejnych spotkaniach, gdzie rywalami będą najsilniejsi rywale w stawce.

Jeśli walczymy – możemy przegrać. Jeśli nie walczymy – jesteśmy przegrani.

Skład:
Wszołek – Łukasik, Wójtowicz, Pietrzak (Ostrowski), Zdebski – Bąba (Idzik), Nawrocki, Jarosiński (Hejchman), Pacholec, Batko (Lech) – Piwoński (Miszczyk)