Rozbici o Skałę

W trzecim meczu rundy wiosennej ulegliśmy trzeciej drużynie naszej grupy B Klasy Skale 1:2(0:1). Bramkę dla naszego zespołu strzelił po wejściu z ławki Maciej Ostrowski. 

Zarówno my jak i przeciwnicy zanotowaliśmy falstart – Skała straciła fotel lidera po meczu z Kablem i porażce z naszym kolejnym przeciwnikiem 0:1, my zaś ulegliśmy naszym przeciwnikom w dwóch pierwszych meczach w stosunku 3:4.

Celem na mecz była poprawa koncentracji na początku meczu, poprzednie rozpoczęliśmy od szybkich gongów 0:3 z Polonią i 0:2 z Płomieniem już w początkowej fazie ustawiło oba te spotkania. Na meczu znów licznie pojawili się nasi kibice, zachęceni z pewnością bardziej wspaniała atmosferą, piękną pogodą, pyszną giętą fairantową niż naszymi wynikami.
Tym razem wyszliśmy na mecz mocno skoncetrowani i na większym luzie – z założeniem my możemy – przeciwnicy muszą (pamiętając o 0:7 z poprzedniej rundy). Od początku meczu nie odstawialiśmy nogi i walczyliśmy o każdą piłkę, co zaskoczyło nieco naszych przeciwników. Wysoki pressing i niezła gra w odbiorze spowodowała, że tym razem początek był spokojny – no i wreszcie nie straciliśmy gola w pierwszych minutach. 

Około 20 minuty przeprowadziliśmy szybką akcję prawym skrzydłem – po linii bocznej świetny rajd przeprowadził Batko, wpadł w pole karne i został przewrócony przez obrońcę Skały – karny dla nas (sytuacja sporna – obrońca wybił piłkę, później zahaczył o nogi „Batona”). Do piłki podszedł Karol Piwoński, który pewnie wykonał rzut karny w meczu inauguracyjnym rundy, jednak tym razem bramkarz przeczytał jego zamiary i wybronił strzał KP9(przy okazji wychodząc przed strzałem zdecydowanie przed linię bramkową). Kilka minut i role się odwróciły – zawodnik Skały został podcięty w naszym polu karnym przez Batkę i sędzia znów wskazał na wapno. I ponownie bramkarz górą – Juras wyczuł strzelca i świetnie obronił strzał z rzutu karnego. 

W końcu nadeszła 39 minuta i przypadkowa bramka dla rywala… Karol Wójtowicz przerwał akcję Skały i podał piłkę do Jurka Wszołka. Niestety we znaki dała się kiepska tego dnia murawa na naszym boisku, piłka podskoczyła przed naszym bramkarzem… mimo próby uratowania sytuacji przez Jurka 0:1 (nic się nie stało Panowie, nie Wy pierwsi, nie ostatni #Boruc #Żewłakow #Irlandia Północna) – i wynik ten utrzymał się do przerwy.

W drugiej połowie próbowaliśmy gonić wynik – przez co co jakiś czas narażaliśmy się na kontry przeciwnika, jednak bramki „z gry” w drugiej części nie padły. Najpierw w 58 minucie gry wynik podwyższył zawodnik Skały, notując przepiękne uderzenie z rzutu wolnego w stylu Leo Messiego. Honorową bramkę dla nas strzelił w doliczonym czasie gry Maciek Ostrowski, po długiej piłce i wrzutce ze stałego fragmentu gry. Na wyrównanie niestety brakło już czasu.

Znów porażka, tym razem 1:2, po meczu mimo wyniku mogliśmy być jednak bardziej zadowoleni(o ile można być zadowolonym po porażce?) – zawodnicy zostawili na murawie sporo serducha, za co dla wszystkich wielkie brawa. No i wielkie dzięki dla wszystkich fanów, którym chciało oglądać się ten „mecz walki” w piękne niedzielne popołudnie. Następna okazja na przełamanie już w następnej kolejce – tym razem z obecnym liderem rozgrywek Kablem. 

Skład Fairanta: Wszołek – Hejchman, Łukasik (27’ Wójtowicz), Pietrzak (72’ Kasprzyk), Zdebski – Batko(72’ Ostrowski), Bąba, Nawrocki, Pacholec – Piwoński(77’ Idzik), Miszczyk (82’Grzela)