Do trzech razy sztuka

Autor: Piotr Bąba

13.10.2019r. – to ważna data dla Polaków co najmniej z dwóch powodów. Tego dnia odbyły się wybory do sejmu i senatu RP, tego dnia Polska reprezentacja zapewniła sobie awans na Euro 2020. Patrząc jednak na lokalne, 8-ligowe, krakowskie podwórko – można znaleźć jeszcze jeden powód. Tego dnia w ramach dziewiątej kolejki krakowskiej B-klasy (grupa III) drużyna SF „Fairant” podejmowała zespół „Universum” Kraków na stadionie „Płaszowianki”. Jest to drużyna, z którą mierzyliśmy się dwukrotnie. Dwukrotnie też dostaliśmy od nich bęcki. Dwukrotnie też w stosunku dwa do zera. Czy w ramach przysłowia „do trzech razy sztuka” nasza drużyna odniosła inny rezultat? Kto w tym meczu błyszczał najjaśniej, a kto był najlepszym piłkarzem? Czy wszyscy dojechali na czas? Na te i inne pytania poznacie odpowiedź w poniższym tekście.
Piękna pogoda, bezchmurne niebo, temperatura ponad 20 stopni – zapowiadała idealne warunki na b-klasowy spektakl. Mecz rozpoczęliśmy o idealnej godzinie 15-tej. Kto miał bliżej ten spokojnie mógł przy rosole i schabowym oglądnąć wcześniej Familiadę, kto miał dalej, ten zapewne nagrał sobie ten odcinek. Jak się okazało dojazd na stadion Płaszowianki wcale nie był taki łatwy. Tego dnia odbywający się półmaraton znacznie wydłużał drogę z niektórych części Krakowa. Pomimo tego, na trybunach pojawiło się blisko 50 osób, w tym około 45 wspierających zespół Fairant, lub jak już słyszeliśmy Farjant/ Fajerant.


Rozpoczęli gospodarze i już w pierwszej minucie o mało co nie doprowadziliśmy do „klasycznego Fairanta”. Po otrzymaniu długiego podania napastnik Universum posłał strzał, z którym Juri nie miał większego problemu. W tym momencie przypomnieliśmy sobie wszyscy w jaki sposób gra drużyna Universum – stawia przede wszystkim na proste środki, chcąc posyłać piłki jak najszybciej w stronę bramki przeciwnika. Przez pierwszy kwadrans było „wzajemne badanie przeciwnika” – jakkolwiek to brzmi. Nie było w tym okresie klarownym okazji, było kilka brzydkich fauli, dużo starć pomiędzy zawodnikami. W tym czasie uruchomił się bardzo sędzia i zasygnalizował swoją obecność na boisku, wręczając 2 albo trzy żółte kartki (w tym Sylwkowi).
W końcu nadeszła 19’, dobre prostopadłe podanie ze środka boiska otrzymał kapitan Maciek Pacholec i obok interweniującego bramkarza posłał piłkę do siatki. Od tego momentu nasze ataki i chęć zwycięstwa wzrosła. Strzału z dystansu próbował Nawrocki jednak niecelnie. W 22 minucie po rzucie rożnym w zamieszaniu najlepiej odnalazł się nasz golleador Batko i podwyższył rezultat na dwubramkowe prowadzenie. Co chwilę do sytuacji dochodził również sędzia, który zaczął wlepiać żółtka jednym i drugim zawodnikom, część w mojej ocenie przypadkowo. W pierwszej połowie ani jedna drużyna, ani druga nie stworzyła sobie już kolejnych dogodnych sytuacji do zmiany wyniku. Z przebiegu gry nasza drużyna na pewno chciała grać piłką i wyglądała lepiej na tle zawodników Universum. Bardzo dobrze wyglądał i ustawiał się nasz blok defensywny, dzięki któremu piłkarze przeciwników byli łapani ciągle na pozycji spalonej, co doprowadzało ich do szewskiej pasji. Mimo tego wszystkiego atrakcyjność meczu oceniam na 5/10.


Od początku drugiej połowy na boisku zameldował się KP9 zmieniając dobrze grającego Batkosa . Do 55-60 minuty przejęliśmy inicjatywę nad meczem. Dochodziliśmy do groźnych sytuacji, spychając rywala do obrony. Najlepszą sytuację miał Karol Piwoński, który dostał bardzo dobre podanie od Nawrockiego. Jego strzał z lewej nogi nieznacznie minął bramkę. Nasz trener widząc przewagę zdecydował się na kilka zmian. Po godzinie gry tempo wyraźnie spadło, Zawodnicy Universum nie mając zbyt wielu zawodników na zmiany szybko tracili siły, my jednak nie kwapiliśmy się do strzelenia kolejnej bramki i „zabicia meczu”. Atrakcyjność chciał przywrócić arbiter, który znowu o sobie zaczął przypominać. W okolicy 82 minuty – na granicy 16-stki Kasprzyk zamiast wybić piłkę trafił w nogi rywala, sędzia kontynuował grę, jednak po jakimś czasie. odgwizdał faul i wskazał na „wapno”. Przewinienie na pewno było, jednak nie w polu karnym. Karnego jednak w świetnym stylu obronił Juras, dzięki czemu mogliśmy się cieszyć dalej z dwubramkowego prowadzenia. Piłka wyszła poza boisko, w tym momencie sędzia podchodzi do Sylwka Jarosińskiego i wręcza mu drugą żółtą kartkę i w konsekwencji czerwoną kartkę (za zdanie, które wyrażało radość oraz zawierało słowo, które każdy obcokrajowiec uczy się jako pierwsze).

Fairant kończył mecz w 10-tkę. W tym czasie drużyna gospodarzy chciała za wszelką cenę nawiązać kontakt. Jeszcze w samej końcówce arbiter postanowił nieco uatrakcyjnić to spotkanie i w ostatniej minucie meczu gospodarze mieli rzut wolny na 18-metrze – jednak go nie wykorzystali. Dzięki temu zwycięstwu odegraliśmy się za wcześniejsze porażki, awansowaliśmy na drugą pozycję w tabeli i nadal pozostajemy niepokonani w rozgrywkach ligowych. Najlepszym zawodnikiem meczu został Mateusz Wójcik, który napracował się za dwóch a dodatkowo stworzył kilka dogodnych sytuacji dla swoich kolegów). Najjaśniejszą postacią meczu z pewnością był Pan w żółtej koszulce, który raczej tego meczu nie zaliczy w kategorii udanych.
W następnym tygodniu zmierzymy się z drugą drużyną Grębałowianki. Mecz odbędzie się w sobotę o godzinie 14:00. Gramy w roli gospodarza na obiekcie „Bronowianki” Kraków. Serdecznie zapraszam na to wydarzenie. W kuluarach mówi się, że dobre wyniki drużyny sprawiły, że na ten mecz ma przyjechać sam Prezes naszego klubu. Oprócz piwka i stadionowej kiełby planowane są dodatkowe atrakcje dla kibiców, dlatego przyjdź i przekonaj się sam.

Poniżej galeria autostwa Szczepana Janusa: