Ślepnąć od bramek

Autor: Michał Cierniak

Obserwować Ciebie Fairanciku to jest sama przyjemność. To jak oglądać aktora we filmie. Ja film oglądam z Tobą sobie teraz.

W katakumbach stadionu Bronowianki, na pół godziny przed meczem, zgromadzeni w szatni piłkarze Fairantu usłyszali dziwne dźwięki. Czy to są trzy piosenki puszczone naraz? – zapytał „Zdeba”. To zawodnicy grębałowskiej drużyny przyjechali z pieśnią na twarzy. Nie przypuszczano wówczas, że ta sielankowa atmosfera wkrótce urwie się jak hejnał mariacki.

„Ale to nie do mnie tak, do mnie nie”

Powiedział Fairant, po czym wkrótce rozbrzmiał gwizdek sędziego rozpoczynający spotkanie. Nasza drużyna od początku spotkania bardzo sumiennie pracowała w destrukcji. Starano się dusić ataki rywala już na 30-35 metrze przed naszą bramką. Dodatkowo środkową strefę przed obrońcami opanował duet Pietrzak – Wójcik, którzy skutecznie pozbawiali rywali posiadania piłki.

Właśnie w środkowej strefie swój zaczątek miała pierwsza z bramek. W końcowej fazie akcji piłka posłana pod linię końcową trafiła do „Kondka” Pabjana. Właśnie ten zawodnik popisał się wręcz idealnym dośrodkowaniem prosto na nogę Pawła Nawrockiego i już w 7 minucie objęliśmy prowadzenie. To tylko rozochociło naszych piłkarzy, ponieważ kolejne sytuacje przychodziły z nie lada łatwością. W 18 minucie wyprowadzamy kontratak, a Paweł Nawrocki znajdujący się przed polem karnym decyduje się na oddanie strzału. Bramkarz mimo ofiarnej interwencji nie jest jednak w stanie zatrzymać piłki i tym samym podwyższamy prowadzenie.

Po paru chwilach spokoju nasi zawodnicy postanowili mocnym akcentem zakończyć pierwszą połowę spotkania. Najpierw po akcji Bartka „Bebe” Batki – Paweł Nawrocki dopełnia dzieła kompletując klasycznego hattricka. Z kolei na minutę przed końcem pierwszej części gry czwartą bramkę do Fairantu zdobywa już sam Batko.

„Król się bawi, złotem płaci”

W przerwie spotkania cały czas dało się odczuć zapach palonego grilla, który oczywiście był obsługiwany przez ludzi związanych z naszym klubem. Ze smaku popularnej „giętej Fairantowej” korzystali licznie zgromadzeni kibice.

Dodatkowo w przerwie meczu odbył się tak zwany „konkurs rzutów karnych”. Stawką były gadżety związane z reprezentacją Polski, a także nagrody „rzeczowe” ufundowane przez naszego partnera biznesowego – „Bimberek i piwko”.

„Cały czas sztywniutko”

Duch pokrzepienia unosił się w powietrzu szatni naszej drużyny. Szkoda było zmarnować tak świetną pierwszą połowę, rozegrawszy drugą – słabą. Trener chwalił za grę, a kapitan Maciek Pacholec wzywał do dalszej koncentracji.

Cały czas sztywniutko, w rzeczy samej. Kibice nie zdążyli dokończyć pierwszej kiełbaski, a Fairant już dwukrotnie znalazł drogę do bramki zespołu z Grębałowa. Najpierw drugą bramkę zdobył Bartek Batko, wykorzystując sytuację w polu karnym. Niedługo po nim FE-NO-ME-NAL-NĄ bramkę zdobył Mateusz Wójcik, który zapakował petardę „pod ladę” bramki gości.

Kolejne dwie szybkie bramki był wyraźnym sygnałem dla trenera, by dać szansę zmiennikom. Wpuszczenie kolejnych głodnych gry – okazało się dobrym wyborem.

„Każdemu na koniec jego własny dowcip”

Egzekucję na rywalu wykonał właśnie rezerwowy – Łukasz Grzela. O ile pamięć nie zawodzi autora tej relacji, były to pierwsze ligowe trafienia Łukasza w barwach naszej drużyny.

Na szczególną uwagę zasługuje pierwsza bramka Łukasza. Ze stoickim spokojem, podcinką wykończył prostopadłe podanie Maćka Pacholca, które znamionowało najwyższy kunszt podającego.

„Czy napiją się Panowie wódeczki?”

Po meczu nasi zawodnicy szybko odświeżyli się, przebrali w stroje galowe i udali na różne imprezy okolicznościowe. Zatem zupełnie zasłużyli na zimną, gęstą wódeczkę.

Efektowne ligowe zwycięstwo znaczy więcej niż tylko 3 punkty. Fairant na boisku chyba nigdy nie wyglądał lepiej niż w tym spotkaniu. To ostateczny dowód na to jak popłaca sumienna praca i kult treningu. Wymiar tego zwycięstwa jest tym większy, że z tą samą drużyną (grającą praktycznie w niezmienionym składzie) w poprzednim sezonie dwukrotnie ulegliśmy bijąc głową w mur.

Dziś SF Fairant stać na to, by wygrywać 8-0 z tym samym rywalem. Jakość i progres drużyny jest chyba najlepszym zaproszeniem dla naszych obecnych i przyszłych kibiców do przychodzenia na nasz stadion w rundzie wiosennej. To był bowiem niestety ostatni mecz Fairantu na własnym boisku w rundzie jesiennej.

A Ty, nasz każdy kolejny rywalu, wstajesz i idziesz. I czekasz na moich kolegów. A jak do Ciebie przyjdą to mówisz: tak proszę Pana, oczywiście proszę Pana.

Skład SF Fairant: Wszołek – Łukasik, Wójtowicz, Zdebski – Pabjan (Giza), Pietrzak, Wójcik (Rutkowski), Jarosiński (Miszczyk) – Pacholec, Nawrocki (Grzela) – Batko (Piwoński)

Poniżej galeria autostwa Szczepana Janusa:

Zapraszamy do zakupu naszych nowych koszulek!

Zamówienie złożysz na stronie http://www.powercanvas.pl/fairant