Ekler Baranówka – SF Fairant 1:4

Autor: Michał Cierniak

Nie złe, a gorzkie, słodkiego początki. Tak wypadałoby podsumować przebieg sparingowego meczu, który odbył się minionej soboty na boisku w podkrakowskiej Baranówce.

Bez obecności pełnych trybun, bez obecności trenera (podwyższającego swoje kwalifikacje) rozpoczęliśmy sparing z drużyną Eklera. Na wstępie warto wspomnieć kilka podstawowych faktów o naszym rywalu:

  • przez poprzednie sezony (2017/18 oraz 2018/19) występował na szczeblu A-klasowym
  • w obecnej kampanii zajmuje drugie miejsce w tabeli B-klasy (Kraków, grupa I) z równą ilością punktów co liderująca Słomniczanka II Słomniki

„Witamy Państwa bardzo serdecznie w to wietrzne, sobotnie popołudnie na Britannia Stadium” zwykł mówić słynny komentator, niegdysiejszy gość spotkań Fairantowych – Andrzej Twarowski. Tym razem Pan Andrzej nie miał przyjemności komentowania spotkania Stoke City, ale warunki pogodowe w Baranówce były rodem z Wielkiej Brytanii.

Niekorzystnymi warunkami pogodowymi nie należy tłumaczyć słabej postawy naszej drużyny w pierwszych minutach meczu. Sporo nerwowości, a także błędy w wyprowadzeniu piłki, zwłaszcza od formacji obronnej – skutecznie hamowały rozwój naszych akcji. Tymczasem rywal wykorzystywał dosyć wysoko ustawioną linię defensywną naszej drużyny. Co rusz posyłano długie piłki za linię naszej obrony, co powodowało konieczność reorganizacji całej drużyny.

Tą nerwowość wykorzystał rywal, kiedy to po rzucie rożnym objął prowadzenie. Dośrodkowanie na długi słupek naszej bramki okazało się skuteczne, ponieważ zupełnie niekryty zawodnik rywala mógł bez żadnych problemów wyprowadzić gospodarzy na prowadzenie.

Od tego momentu Fairant próbował nieco obudzić się ze stagnacji, ale ataki kończyły się w pobliżu pola karnego Ekleru. Rywal pozostawał konsekwentny w sposobie gry i kontratakował co raz groźniej. Jeden z takich kontrataków, jeszcze w pierwszej połowie, zakończył się podyktowaniem dla nich rzutu karnego. Rzekomego zagrania ręką dopuścił się Łukasz Zdebski, ale decyzja wydawała się być mocno kontrowersyjna. Na nasze szczęście rywal przestrzelił „jedenastkę”, co dało nam wiarę na odwrócenie losów meczu.

Jeszcze w pierwszej połowie do wyrównania doprowadził Bartek Batko, sprytnie wykorzystując sytuację w polu karnym. Do przerwy wynik nie uległ już zmianie.

W drugiej połowie trwał koncert „Bebe”. Już w 55 minucie Bartek Batko wyprowadza Fairant na prowadzenie, co potwierdza dobrej „wejście” drużyny w drugą połowę. Zanim jednak rywal zdołał się otrząsnąć  – Batko kompletuje hattricka. Bardzo dobre prostopadłe podanie otrzymuje Karol Piwoński, unikając jednocześnie pozycji spalonej. Dwójka naszych napastników staje przeciwko bramkarzowi i obrońcy rywali. Karol wycofuje piłkę do Bartka, a ten bez problemu umieszcza ją w siatce.

Od zmiany wyniku na 1-3 mecz zaczyna przybierać inny przebieg. Na boisku dochodzi do wielu starć, niepotrzebnych fauli. Co więcej, rywal zaczyna stwarzać sobie kolejne sytuacje, których jednak nie potrafi wykorzystać. Piłki, które destabilizowały naszą linię obrony, skutecznie przecinał nasz „testowany” bramkarz (wystąpił w drugiej połowie).

W końcówce spotkania Karol Piwoński skutecznie wyczekuje rywala i pozwala się sfaulować w obrębie pola karnego. Kilkanaście sekund później wykorzystuje rzut karny i tym samym ustala wynik spotkania.

Cieszy efektowne zwycięstwo na wyjeździe mimo braku kilku kluczowych zawodników (Pacholec, Nawrocki, Wójtowicz). Warto jednak uspokoić nastoje, ponieważ nie wiemy tak naprawdę na ile skład Eklera był w tym spotkaniu „reprezentatywny”, a sama gra wymaga jeszcze poprawy. Dodatkowo martwi kontuzja Piotra Bąby, który najprawdopodobniej skręcił staw skokowy w końcówce spotkania.

Keep going, Fairant!