Remis o różnych obliczach twarzy

Autor: Michał Cierniak

Sympatycy naszego klubu, kibice drużyny gości, a także obiektywni sympatycy futbolu na niższych szczeblach na pewno nie mają prawa do narzekań po tym spotkaniu. Tej niedzieli na stadionie Bronowianki byliśmy świadkami naprawdę dobrego meczu, który ostatecznie nie rozstrzygnął się na korzyść którejś ze stron. Szczegóły poniżej:

Ad meliora tempora

Niewątpliwie po sromotnej porażce z KS Kablem Kraków, nasza drużyna musiała przez 7 dni na nowo uwierzyć w siebie i odzyskać tożsamość boiskową, którą cechowała się nasza drużyna jeszcze parę miesięcy temu. Osobiście uważam, że porażki tak wysokiego kalibru należy rozważać tylko do pewnego pułapu goli. Później to już jest tylko psychologia. Jak pokazał mecz z Gajowianką – catharsis przyszło na czas.

Dodatkowo, tuż przed pierwszym gwizdkiem, nasza drużyna przeprowadziła akcję „solidarnościową” z kontuzjowanymi zawodnikami. O szczegółach w dalszej części programu.

Uniknąć „klasycznego Fairantu”

Od pierwszego wrażenia kibice mogli mieć wrażenie, że drużyna w zielonych koszulkach to tego dnia inny Fairant, niż przed tygodniem. Stara piłkarska prawda głosi, że najważniejszym dla zawodnika jest dobrze „wejść w mecz”. To się udało, ponieważ piłka wymieniana w środku pola przez naszą drużyna krążyła w bardzo opanowany sposób. W odpowiednich momentach zaczynaliśmy rozciągać grę. Z kolei w fazie defensywnej starannie dbaliśmy o asekurację, która musi wynikać z przesunięć na poszczególnych pozycjach. „Klasyczny Fairant” to syndrom naszej drużyny, kiedy złudnie wydawało się, że dobrze rozpoczynaliśmy spotkanie. Krótko po odniesieniu takiego wrażenia, zazwyczaj traciliśmy bramkę. 

Podobnie mogło być i tym razem, kiedy rywal przeprowadzić akcję naszym lewym skrzydłem. Napastnik rywali wstrzelił piłkę wzdłuż pola bramkowego, tam kryjący Jarosiński „zgubił” rywala, który znalazł się w nienagannej sytuacji do strzelenia bramki. Ostry kąt, plus ofiarna interwencja Wszołka doprowadziły do rzutu rożnego, który w tej sytuacji był manną z nieba.

Od tej sytuacji nasza przewaga zaczęła nabierać realnych kształtów. W obronie królowali Wójtowicz oraz Łukasik. Przez tego drugiego rozpoczynaliśmy większość piłek wyprowadzających. Świetnie funkcjonowało, Hiszpanie napisaliby tridente które stanowili Łukasik – Nawrocki – Jarosiński. Piłka od obrońcy wędrowała do cofającego się Nawrockiego, który z kolei świetnie uruchamiał Sylwka Jarosińskiego.

Po drugiej stronie pojedynki indywidualne wygrywał Maciek Pacholec, a szczelność lewego wahadła zapewniał Miszczyk. To właśnie dzięki akcji tej dwójki, stworzyliśmy sobie ciekawą sytuacją, kiedy Maciek złamał akcję do środka pola karnego i oddał strzał na bramkę. Niestety tym razem strzał jeszcze nie zagroził rywalowi.

Kolejne akcje płynęły z prawej strony. Nierzadko w sukurs na tej stronie pojawiał się Batko, którego rywale musieli faulować, by nie dopuścić do większego zagrożenia. Dzięki temu uzyskaliśmy rzut wolny, którego wykonawcą był Nawrocki. Po jego dośrodkowania bliski strzelania bramki głową był Miszczyk.

Zagrożenie pojawiało się również ze środka pola. Po skutecznym odbiorze piłki Chorązki zdecydował się holować piłkę pod pole karne, a będąc tuż przed nim oddał strzał, który minimalnie chybił bramki.  Kolejną próbę z tej strefy podjął Marcin Pietrzak, który również oddał strzał zza pola karnego, który obronił obronił bramkarz.

Generalnie drużyna co raz lepiej wyglądała w kontr-pressingu, co skutkowało wieloma odbiorami na polu przeciwnika. Jedna z takich akcji przyniosła odbiór piłki i zamieszanie w ich polu karnym. Piłka posłana do Nawrockiego, ten gubi rywali przyjęciem piłki, ale jednocześnie jest faulowany. Do rzutu karnego podchodzi Pacholec, oczywiście go wykorzystuje, a Fairant puentuje przewagę z gry. Po objęciu prowadzenia w 30 minucie pozostało jeszcze 15 minut pierwszej połowy. Fairant dalej atakował. Jeden z takich ataków na prawym skrzydle przeprowadził Batko, który dopadł do piłki na wolne pole. Posłał piłkę wzdłuż bramki do Pacholca, który już zamykał tą akcję. Na nasze nieszczęście, rywal okazał się o ułamek sekundy szybszy od Maćka i ostatecznie nie podwyższyliśmy prowadzenia. Do przerwy wynik nie uległ już zmianie.

Jesień nasza, wiosna Wasza

Czy jakoś tak, pisał Timothy Garton Ash. Nie pokuszę się o stwierdzenie, że rywal od początku drugiej połowy rozpoczął przewagę, bo tak nie było. Drugą część gry rozpoczęliśmy całkiem wyrównanie, a wręcz kilka dogodnych okazji stworzył sobie Fairant.

Pierwszą z nich miał Miszczyk, kiedy to znów po stałym fragmencie gry uderzał piłkę głową. Ta jednak znów nie znalazła drogi do bramki. Szansa otworzyła się również przed Bartkiem Batko, który znów dopadł do podania na wolne pole. Naciskany jednak przez obrońcę, będąc w trudnym położeniu, oddał strzał niesprawiający kłopotów bramkarzowi rywala.

Stopniowo co raz bardziej do głosu dochodził rywal, który zaczął atakować większą ilością zawodników. Najpierw po małej grze przed naszym polem karnym, udało Gajowiance wedrzeć się do naszego pola karnego. Strzał z ostrego kąta pewnie złapał Wszołek.

Kolejna dobra okazja została przeprowadzona z naszego prawego skrzydła. Tym razem rywal oddał strzał z nieco większej odległości, ale za to dużo lepszy jakościowo, który znów fenomenalnie obronił „Juras”.

Co raz więcej strat własnych, błędów w wyprowadzeniu notowaliśmy pod własnym polem karnym. To była woda na młyn dla rywali. Niestety, na domiar złego, w 72 minucie boisko musiał opuścić Karol Wójtowicz. Po nierozważnym ataku na rywala został napomniany drugą żółtą, a w konsekwencji czerwoną kartką. Pech nabrał jeszcze większych rozmiarów, ponieważ rzeczony rzut wolny na bramkę zamieniła Gajowianka.

Od tego momentu przewaga rywala narastała z jeszcze większym tempem. Po jednej z sytuacji rywal znalazł się na drugim metrze od naszej bramki. Jego akcji próbowali zapobiec nasi obrońcy oraz bramkarz. Rywal mimo upadku nie naciągnął sędziego na podyktowanie rzutu karnego, a my oddaliliśmy zagrożenie.

Pytanie do Mourinho

„Jeśli nie możesz wygrać meczu, to walcz o remis. Ale nigdy nie walcz o porażkę”. Te słowa na konferencji prasowej wypowiedział kiedyś Jose Mourinho, kiedy jego Real Madryt niespodziewanie zremisował mecz.

Panie Jose, a co jeśli, remisujesz mecz, który mogłeś wygrać, potem przegrać, a na koniec jeszcze jednak wygrać? 🙂

Mimo wyraźnej, przytłaczającej przewagi rywala Fairant nie stracił kolejnej bramki. W końcówce spotkania naszej drużynie wyszedł jeden kontratak. Pojedynek siłowy z rywalem wygrał Sylwek Jarosiński, a krótko potem oddał świetny strzał na długi słupek bramki. Ten, jakimś cudem, sparował bramkarz Gajowianki. Gdyby tutaj padła bramka..

Ale już wcale nie padła. Jeszcze w ostatniej akcji meczu rywal groźnie zaatakował, ale strzał obronił Wszołek. Jak się okazało, to była ostatnia akcja meczu.

Jako się rzekło, remis trzeba uznać za sprawiedliwe rozstrzygnięcie. Zwłaszcza mając na uwadze kształt meczu w końcówce. Niemniej można być też ostrożnym optymistą po tym jak drużyna prezentowała się do 60 minuty spotkania. 

Skład SF Fairant:

Wszołek – Łukasik, Wójtowicz, Rutkowski – Chorązki (75′ Hejchman), Pietrzak, Pacholec (85′ Czajka), Nawrocki, Miszczyk (89′ Kasprzyk), Jarosińki – Batko (76′ Grzela)

Zapraszamy do zakupu naszych nowych koszulek!

Zamówienie złożysz na stronie http://www.powercanvas.pl/fairant