„Remontada” w Kostrzu

Autor: Michał Cierniak

Niestety koleje sprawiły, że mecz pomiędzy Płomieniem Kostrze i Fairantem Kraków został rozegrany w ramach meczu „na szczycie” tabeli. Tej odwróconej tabeli, w myśl słynnego powiedzenia.

Mimo niezbyt pochlebnego prestiżu tego meczu, całkiem spora liczba kibiców zjawiła się na boisku sportowym przy ulicy Krzewowej w Krakowie. Lokalne piwo dostępne w sprzedaży, kiełbasy – raj dla groundhopperów. 
W drugim meczu z rzędu niestety na ławce trenerskiej nie mógł pojawić się, dokształcający się nieustawicznie trener Rafał Kafel. Tym razem drużynę poprowadził duet kontuzjowanych Pacholec – Cierniak.

To właśnie Maciek Pacholec w przemowie przed meczowej, tuż po przekazaniu instrukcji od naszego „head coach’a” wspomniał o przełamaniu. Był to dosyć ważny aspekt ostatnich tygodni, gdzie drużyna kilkukrotnie była bliska pomyślnego rozstrzygnięcia, a przynajmniej nie zasługiwała na porażkę. 

Spotkanie od początku nie miało obrazu zdecydowanej dominacji którejś ze stron. Fairant jednak już w 13 minucie gry popełnia błąd w wyprowadzeniu piłki. Rywal bardzo szybko kieruje piłkę w kierunku naszej bramki. Błąd w tak zwanym „przekazaniu krycia” popełniają nasi obrońcy i Płomień Kostrze obejmuje prowadzenie. Konstatacja i rezygnacja w naszych szeregach. Na szczęście tylko chwilowa.

Po paru minutach otrząsamy się z amoku i zaczynamy śmielej atakować bramkę rywala. Kilkukrotnie udaje się dotrzeć do pola karnego Płomienia, ale nasze strzały albo są blokowane, albo nie udaje się pokonać rywala. Niestety wciąż zdarzają się nam błędy w wyprowadzeniu piłki, które wyhamowują impet ofensywny. Dodatkowo rywal oddaje dwa niewygodne strzały na naszą bramkę, ale na posterunku spisuje się „Juras”.

Na szczęście w 42 minucie przytomnie wykonujemy aut na połowie rywala. Piłka tuż przy linii bocznej trafia do Pawła Nawrockiego. Ten w swoim firmowym stylu napina „procę” i puszcza, a piłka szybuje prosto pod poprzeczkę bramki Płomienia tym samym doprowadzamy do wyrównania.

Klasyczny nie-Fairant, bo nasza drużyna idzie za ciosem i dwie minuty później przeprowadza akcje lewym skrzydłem. Do piłki próbuje doskoczyć Łukasz Grzela wraz z kryjącym go obrońcą, ale nie udaje im się dosięgnąć piłki. Akcję w polu karnym zamyka niepilnowany Paweł Nawrocki i strzelając drugą bramkę wprawia naszych kibiców w ekstazę. Do przerwy wynik nie ulega już zmianie.

Po przerwie gra zaostrza się, a sędzie musi napominać zawodników żółtymi kartkami. Rywal do pewnego momentu nie stwarza jednak większego zagrożenia pod naszą bramką. Za to nasza drużyna kreuje pojedyncze sytuacje. Wprowadzony w 60 minucie Lech dwukrotnie staje w bardzo korzystnej okazji do strzelenia bramki, kiedy to staje właściwie oko w oko z bramkarzem na linii pola karnego. Niestety.. nie trafia w piłkę i rywale zażegnują niebezpieczeństwo. 

W kolejnej sytuacji znów znajduje się Kuba Lech, jednak jego strzał z ostrego kąta nie przenosi większego zagrożenia.

W samej końcówce meczu rywal taktyką Piotra Świerczeskiego „na chaos” rywal stwarza sobie jeszcze zagrożenie, ale nasi obrońcy ofiarnie interweniują. Ponadto ostatni strzał ze strony rywali bardzo pewnie łapie Wszołek. 

Na sam koniec musi wspomnieć o niesportowym zdarzeniu pomiędzy naszym zawodnikiem – Wojtkiem Miszczykiem, a rywalem. Oczywiście spięcie pomiędzy zawodnikami jest niesportowe, ale rywal upadając w sposób przesadny doprowadza do wykluczenia naszego zawodnika czerwoną kartką. Czy upadek zawodnika był przesadzony? Owszem. Czy, gdyby rywal nie pokusił się o tak teatralny upadek, sędzie nie pokazałby niezasłużonej czerwonej kartki? Również odpowiemy twierdząco.

Galeria zdjęć autorstwa Karola Piwońskiego:

Zapraszamy do zakupu naszych nowych koszulek!

Zamówienie złożysz na stronie http://www.powercanvas.pl/fairant