Wesele przed Bratniakiem, weselej po Bratniaku!

Autor: Michał Cierniak

Prawy do lewego, lewy do prawego – jak to było w jednej ze słynnych piosenek Kayah i Gorana Bregovicia. Jak się okazało, całkiem z sensem zagrali również nasi zawodnicy w niedzielnym meczu z Bratniakiem. Zbieżność piosenki z meczem okazuje się być nieprzypadkowa.

Wróćmy do wydarzeń sprzed meczu. Drużyna skonfundowana po wyraźnej porażce ze Strzelcami Kraków odbyła w tygodniu dwa treningi grupowe. Czwartkowy trening był treningiem „z piłką”, gdzie pracowaliśmy nad utrzymaniem przy piłce oraz wymianą podań.

We wtorek z kolei, pod czujnym okiem Rafała „Qalixa” Kafla, odbyliśmy trening biegowy na dystans 13 km. Kiedyś Jurgen Klopp powiedział, że jest spokojny o wynik, jeśli jego zawodnicy będą zdolni przebiec w meczu 12 kilometrów. Europejskie standardy w Fairancie? Voila.

Jeśli chodzi o wydarzenia przedmeczowe, trzeba z należytą atencją wspomnieć, że związek małżeński zawarli nasz zawodnik – Kubiak Hejchman oraz jego wybranka – Gosia. Z tego miejsca jeszcze raz głośne: 

Sto lat młodej parze! 🙂

Właśnie to wydarzenie miało zapewne wpływ na dalsze losy weekendu. Po pierwsze: dekretem trenera w ten weekend ogłoszono małą abolicję. Dla naszych zawodników oznaczało to ni mniej, ni więcej to, że w tą sobotę „można”.

Nie ma co ukrywać, że znaleźli się i tacy, którzy wzięli sobie to do serca aż za bardzo i na meczu ostatecznie się nie stawili 🙂 Również, obecnie kontuzjowana gwiazda drużyny, nie zdołała uporać się z chorobą dnia następnego zanim wybiła godzina meczowa. Nasi fani na łamach social mediów zapewne rozwiążą ten rebus 🙂

Mimo osłabień kadrowych całkiem nieźle rozpoczęliśmy spotkanie, kiedy to atakowaliśmy rywala wysoko, a ich próby ataku tłumiony były w okolicach linii środkowej. Jak słusznie uczulał w trakcie meczu trener Rafał Kafel – jedynie długimi podaniami za linię obrony, lub stałymi fragmentami gry, rywal mógł stworzyć jakiekolwiek zagrożenie.

Dwa rzuty rożne wykonywane przez zawodników Bratniaka stwarzały zagrożenie pod bramką „Jurasa”, ale one jeszcze nie przyniosły żniw. My z kolei odgryzaliśmy się strzałami Nawrockiego oraz sytuacją Bartka Batki. Przy okazji tego drugiego, sędzia podjął bardzo kontrowersyjną decyzję o niepodyktowaniu rzutu karnego dla nas. Bartek dostał się z piłką w pole karne Bratniaka. Spóźnieni obrońcy doskakując do niego spowodowali jego upadek. Co prawda nasza zawodnik zdołał przed upadkiem oddać strzał, ale nie ulega wątpliwości fakt, że strzał mógłby być zupełnie innej jakości, gdyby właśnie nie był powalany na boisko.

No i jak to zwykle bywa w naszej drużynie, mimo dobrej gry jako pierwsi tracimy bramkę. Nieroztropny faul w sektorze naszej lewej obrony skutkuje rzutem wolnym dla Bratniaka. Dośrodkowanie w naszej pole bramkowe mija wszystkich zainteresowanych piłką zawodników Bratniaka. Na nasze nieszczęście brakło antycypacji również naszym zawodnikom, a rzeczone dośrodkowanie ląduje w naszej bramce, tuż przy słupku.

Klasyczny Fairant? Nie. Podobnie jak w Kostrzu – zaczyna się dziać coś zupełnie odwrotnego. Cztery minuty po stracie bramki otrzymujemy rzut wolny ok 30 metrów przed bramką rywala. „Martin” Pietrzak sygnalizuje Pawłowi Nawrockiemu gdzie będzie oczekiwał piłki, długie dośrodkowanie w boczną strefę pola karnego okazuje się być dokładnie takim, jakie oczekiwał Marcin. Dopadając do piłki od razu odgrywa ją wzdłuż pola bramkowego, a tam już czeka Bartek „Bebe” Batko i kieruje piłkę do bramki: 1-1!

Wydaje się, że plan minimum na tą połowę wykonany czyli straty odrobione. Ku zaskoczeniu nas wszystkich, zawodnicy Fairantu biorę sprawy pod swoje nogi. Na prawym skrzydle zostaje uruchomiony Piotrek „Gucio/Hakimi” Łukasik, następnie świetnie dośrodkowuje piłkę w pole karne, a na nią nabiega Bartek Batko i jeszcze przed przerwą obejmujemy prowadzenie! Co za remontada!

Druga połowa rozpoczyna się od zdecydowanej gry rywala, który nie oszczędza naszych zawodników. Bratniakowi nie udaje się zbliżyć ze szczególnym zagrożeniem dla bramki Jurka Wszołka, ale za to nie zamierzają odpuszczać ataków na nogi naszych zawodników. Efektem tego w 53 minucie zawodnik gospodarzy fauluje „Gucia” i zostaje napomniany żółtą kartką, a w konsekwencji czerwoną kartką.

Chwilę potem następuje kolejny faul ze strony gospodarzy, który w oczach kibiców kwalifikuje się na bezpośrednią czerwoną kartkę, ale sędzia nie decyduje się na sankcjonowanie tego przewinienia.

Za to nasza drużyna zdaje się chcieć ukarać za te przewinienia rywala. Przeprowadza składną akcję lewym skrzydłem i po małej grze w polu karnym piłka trafia pod nogi Piotrka Bąby, a ten bezlitośnie umieszcza ją w siatce! 1-3!

Od tego momentu (60 minuta spotkania) obraz meczu znacznie się uspokoił. Rywal próbował sporadycznie zaatakować naszą bramkę, a jedyne trudy jakie odczuwali nasi zawodnicy, to trudy dnia poprzedniego.

Jeszcze przed zakończeniem spotkania stwarzamy sobie kilka sytuacji, ale wskutek braku dostatecznej koncentracji nie wykorzystujemy ich. Marcin Pietrzak obija poprzeczkę bramki rywala, ale piłka już więcej nie zechciała zatrzepotać w siatce.

Wypada oddać drużynie, że mimo niesprzyjających okoliczności zmobilizowała się w pozytywnym sensie. Umiejętnie szachowała siłami, nie załamała się po straconej bramce, a także dzielnie wybroniła stworzoną przewagę bramkową.

Skład:

Wszołek – Łukasik, Kempa, Chorązki, Giza – Nawrocki, Pietrzak, Bąba (75′ Pacholec), Grzela, Batko (58′ Lech) – Skwira

Galeria autorstwa Krzyska Zebala

Zapraszamy do zakupu naszych nowych koszulek!

Zamówienie złożysz na stronie http://www.powercanvas.pl/fairant